Prolog
When you get older, plainer, saner
Will you remember all the danger
We came from?
- Tato? – młoda dziewczyna usiadła obok niego na kanapie i chwyciła jego dłoń w swoją. Odwrócił w jej stronę twarz i uśmiechnął się lekko. – Wszystko w porządku? – zapytała, mocniej ściskając jego rękę. Nadal miał na sobie garnitur… Drugą rękę poluzował grafitowy krawat, który coraz mocniej uciskał jego szyję.
- Oczywiście, skarbie. – odpowiedział, głaszcząc delikatnie kciukiem wierzch jej dłoni. Blondynka pokręciła lekko głową.
- Mnie też jej brakuje. – powiedziała cicho, a następnie wtuliła się w jego ramiona. Objął ją mocniej, jedną dłoń kładąc na jej plecach, a drugą na szyi wokół której wiły się długie, jasne włosy. Nie płakała… w ogóle nie płakała. Tylko dzięki temu się trzymał. Chciał za wszelką cenę pokazać, że jest równie silny co ona. Ale prawda była zupełnie inna. Był słaby. Cholernie słaby… mocniej przytulił córkę do siebie. Od dzisiaj to właśnie ona będzie jego siłą…
…
- Tato! – szatynka wparowała bezceremonialnie do ciemnego pokoju. Przy biurku siedział wysoki, mężczyzna… pisał coś na klawiaturze komputera. Słychać było charakterystyczne klikanie odbijanych klawiszy. Gdy jednak usłyszał trzaśnięcie drzwi, podniósł twarz i spojrzał na nastolatkę. Miała rozwichrzone włosy, a jej policzki były czerwone. W oczach migotały iskierki złości… - Powiedz coś mamie! – Mężczyzna westchnął cicho. Zaczyna się…
- Co się znowu stało? – zapytał, lekko poirytowany.
- Nie pozwala mi iść z Rickiem na koncert! Jestem już prawie pełnoletnie! Nie możecie mnie trzymać w domu! – powiedziała, podniesionym głosem.
- Uspokój się, Liz. Twoje krzyki nic nie pomogą. – powiedział spokojnie mężczyzna. – O jakim koncercie mówisz? I kto to jest Rick?
- To mój kolega z klasy. Zaprosił mnie na koncert. Jego zespół gra dzisiaj w Grade. Obiecałam, że przyjdę i że będę mu kibicować. – powiedziała, naburmuszona. – A mama powiedziała, że sama nigdzie nie pojadę!
- Zróbmy tak… - powiedział mężczyzna. – Ty teraz grzecznie pójdziesz przeprosić mamę za ten wybuch i powiesz, że…
- Ale tato! – krzyknęła dziewczyna.
- I powiesz, że ja Cię tam zawiozę, a potem przyjadę jak po mnie zadzwonisz, jasne? – powiedział. Szatynka uśmiechnęła się radośnie i wesoło podskakując podeszła do biurka. Pochyliła się i pocałowała mężczyznę w policzek.
- Dzięki tato. Jesteś kochany. – powiedziała, a następnie wyszła tanecznym krokiem z pokoju, cicho zamykając za sobą drzwi.
- Nastolatki… - jęknął
…
Burning like embers, falling, tender
Longing for the days of no surrender
Years ago
Usiadła na drewnianej podłodze. W rękach trzymała album ze zdjęciami. Nie lubiła do niego wracać… A może w ogóle nie lubiła wracać do wspomnień? Przecież te, bez względu na charakter i tak wywoływały osobliwy ból. Gdy były szczęśliwe przypominały o tym, że już minęły… a gdy były smutne… wywoływały ten sam smutek, co kiedyś. Ten album był jednak wyjątkowy. Był trudniejszy, niż wszystkie inne. Zawierał przeszłość. Tą, którą zamknęła już kilka lat temu i za wszelką ceną do niej nie wracała. Ten fragment jej przeszłości bolał za bardzo… był zbyt szczęśliwy. I dlatego wywoływał tak nieopisany żal, że tylko taka pogodna jak ta widoczna za oknem, była w stanie udźwignąć jego ciężar…
- Mamo!? – usłyszała głos. Wspomnienia zniknęły. A album, znowu zamknięty, zniknął na dnie kartonowego pudła.
...
- Tęsknię za Tobą, mamo. Wiedziałabyś, co zrobić. Ty przecież zawsze wszystko wiedziałaś. – powiedział cicho, wpatrując się w zdjęcie stojące na kominku. Zdjęcie najpiękniejszej i jednocześnie najważniejszej kobiety w jego życiu. Jego matki.


Komentarze
Prześlij komentarz