Rozdział I - Hurt
Seems like it was yesterday when I saw your face
You told me how proud you were,
but I walked away
<3
but I walked away
<3
Usiadł na parapecie… na dworze padał deszcz. Brudne szare krople spływały po jeszcze bardziej brudnych oknach jego sypialni. W pokoju nie paliło się żadne światło, a jedynym promieniem, który pozwalał na rozróżnienie konturów przedmiotów stojących w pomieszczeniu był cienki strumień wpadający zza uchylonych drzwi. Jego starsza siostra biegała po korytarzu, co chwila stając przy wielkim lustrze, które było zawieszone naprzeciwko drzwi. Ponownie odwrócił się w stronę okna… na dworze było już prawie całkiem ciemno. Szare, burzowe chmury przykrywały niebo. Pojedyncze liście strącone przez wiatr co chwila przelatywały za oknem, zatrzymując się na moment na mokrej szybie, by chwilę później pofrunąć w górę i dalej, dalej nad pola…
- Danny, zaraz wychodzimy. – Blondynka popchnęła drzwi i weszła do pokoju. Stanęła przy jego łóżku… kilka metrów od niego. Była już gotowa. Właśnie dopinała swój granatowy płaszcz pod szyją.
- Ja nigdzie nie idę. – powiedział, na chwilę odwracając twarz w jej stronę, a potem znowu wyjrzał przez okno. Z drzew spadała coraz większa liczba liści… część z nich pozostawała na mokrej, żółtej trawie, a część wirowała w smutnym tańcu z kroplami deszczu.
- Tacie zależy. – powiedziała cicho.
- Poradzi sobie beze mnie. – odpowiedział, nadal przyglądając się smutnym drzewom… i smutnej trawie. Dzisiaj jakoś wszystko było bardziej smutne, niż zwykle. Może to ten dzień… może pogoda? A może zwyczajnie za bardzo dzisiaj myślał? Blondynka podeszła do niego i położyła rękę na jego ramieniu. Wzdrygnął się na ten subtelny dotyk drobnej dłoni.
- Mama by… - zaczęła.
- Mamy nie ma. – powiedział sucho.
- Danny…
- Idź już. – powiedział. Blondynka westchnęła cicho, a potem wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Kilka minut później usłyszał trzaśnięcie drzwi wejściowych. A jeszcze później odgłos silnika samochodu. A potem była cisza…
…
I would hold you in my arms, I would take the pain away
Thank you for all you've done, forgive all your mistakes
There's nothing I wouldn't do to hear your voice again
Opadła na łóżko w swoim pokoju z uśmiechem na ustach. Westchnęła głośno, a potem przesunęła opuszkami palców po zaczerwienionych ustach. Lekko przygryzła wargę… Wróciła myślami do minionego wieczora… najpierw zabrał ją na kolację. Co prawda może nie była to ta piękna, romantyczna kawiarenka, którą zawsze sobie wyobrażała, że będzie świadkiem jej pierwszej randki, ale… w końcu Rickon był tylko nastolatkiem. A na romantyczne restauracje przyjdzie jeszcze czas… Potem spacerowali po parku… rzucali się liśćmi, które spadły z drzew wraz z jesiennym wiatrem… a gdy zaczęło padać schowali się w starej, zrujnowanej altance, w której dach lekko przeciekał, a deski skrzypiały przy każdym ruchu. Zaśmiała się cicho na samą myśl. To był cudowny wieczór… nawet pomimo tej ulewy, która trwała co najmniej godzinę. Usiadła na łóżku i wzięła głęboki oddech. Wstała z łóżka i stanęła naprzeciwko małego lustra, wiszącego na ścianie. Czy się zmieniła? Czy widać coś po niej? Odwróciła twarz najpierw w jedną, a potem w drugą stronę, aby przyjrzeć się profilowi… może była odrobinę bardziej zarumieniona, niż zwykle… oczy też błyszczały tak jakoś inaczej. Uśmiechnęła się uroczo do własnego odbicia. Odgarnęła włosy za ucho i jeszcze raz zbliżyła twarz do lustra. Na łóżku zawibrował telefon. Podeszła szybkim krokiem i wzięła aparat do ręki. Odblokowała klawiaturę… jej uśmiech automatyczne stał się jeszcze szerszy.
Dobranoc. Słodkich snów.
Przytuliła telefon do piersi i tanecznym krokiem przemierzyła pokój. Nadal trzymając aparat w ramionach wykonała kilka tamecznych kroków do niesłyszalnej muzyki, która wystukiwała swój rytm niczym jej szybko bijące serce. Jeden wykrok… drugi. Obrów wokół własnej osi. Wyrzut nogi do góry… pamiętaj o obciągniętych palcach… słowa mamy automatycznie pojawiły się w jej umyśle. Zaśmiała się głośno, poprawiając drobne niedoskonałości w figurze. Ponownie wyrzuciła nogę no góry, by chwilę później wyskoczyć w górę, wykonując niemal szpagat w powietrzu.
- Co tu się dzieje? – kobieta o ciemnych włosach i subtelnym uśmiechu weszła do pokoju i stanęła na środku, przyglądając się temu pokazowi. Spuściła lekko głowę, rumieniąc się jeszcze bardziej.
- Nic. – odpowiedziała cicho, mocniej przytulając telefon do piersi.
- Widzę, że randka się udała. – powiedziała kobieta, siadając na łóżku.
- Mamo… to nie była… - powiedziała.
- Kochanie… to, że mam już swoje lata, nie oznacza, że nie wiem, jak się wygląda po pierwszej randce. – powiedziała.
- Och mamo… - westchnęła, a następnie usiadła obok kobiety na łóżku i przytuliła się do jej ramienia. – Było cudownie. – Przechyliła się do tyłu i opadła na pościelone łóżko z rozmarzonym wzrokiem. Kobieta zaśmiała się cicho.
- Cieszę się, kochanie. – powiedziała, wstając. – Ale jest już późno, a ty masz jutro szkołę. Marsz do łazienki i spać.
- Dobrze, mamo… - jęknęła, zgarniając z krzesełka szorty i koszulkę, które służyły jej jako piżama. – Dobranoc. – dodała, znikając za drzwiami łazienki.
- Dobranoc.- usłyszała… a potem wszytko inne stłumił dźwięk szumiącej wody.
…
Some days I feel broke inside but I won't admit
Sometimes I just wanna hide 'cause it's you I miss
Siedział już pół godziny w gabinecie… kolejne idiotyczne pytania. Zaczynał się zastanawiać, czy to w ogóle ma jakikolwiek sens. Przecież był zdrowy… może i miewał wahania nastrojów, może i miewał problemy z hamowaniem emocji… ale przecież to chyba normalne w takich okolicznościach, prawda?
- Proszę pana? – mężczyzna spojrzał na niego spode łba, stukając długopisem o blat biurka. Czyżby nie usłyszał jakiegoś pytania? Uśmiechnął się przepraszająco, a następnie poprosił o powtórzenie. – Pytałem, czy rozmawia pan z dziećmi o waszej... traumie.
- Traumie? – zapytał. Owszem, rozmawiał z dziećmi. Codziennie.
- Jak znoszą tą sytuację? – zapytał lekarz.
- Dobrze. – odpowiedział automatycznie.
- Żadnych problemów? Chociażby w szkole? – kolejne pytania.
- Nie… - zawahał się. Właściwie… przypomniał sobie, że ostatnio dzwoniła do niego nauczycielka Daniela i mówiła coś o kolejnej złej ocenie ze sprawdzianu. Czy to…? Nie, to na pewno nie o to chodziło. Jego syn nigdy nie był matematycznym orłem. Co innego Eddie. Ona liczby miała w małym paluszku.
- Jest pan pewien? Dzieci czasami ukrywają niektóre sytuacje przed rodzicami, żeby nie utrudniać i tak już napiętej sytuacji domowej. Trauma śmierci to trudna… no cóż, nie każdy z nią sobie radzi. Powinien pan spędzać teraz z dziećmi dużo czasu. To bardzo ważne.
- Moje dzieci są… to już nie są dzieci. Bardzo dobrze sobie radzę. – powiedział pewnie.
- Czasem nastoletni wiek jest trudniejszy, niż bycie małym dzieckiem. Maluchy łatwiej sobie radzą z traumą, niż młodzież, bo mniej z niej rozumieją. Ale młodzież… oni już mają umiejętność tłumienia emocji w sobie. Potrafią przez długi okres czasu ukrywać niektóre rzeczy. Ale takie zachowania mogą prowadzić do… stanów depresyjnych.
- Mój syn nie ma depresji! – powiedział, podnosząc głos… a potem zdał sobie sprawę, co właściwie mówi. Zacisnął mocno wargi.
- Nie powiedziałem, że ma. – odpowiedział lekarz spokojnie. – Stwierdzam tylko, że istnieje taka możliwość i że należy jej zapobiec. - przerwał na chwilę. - Pana syn… z pana opowieści wydaje się być wrażliwym chłopcem. Takim osobom znacznie trudniej pozbierać się w takiej sytuacji, a fakt, że był oczkiem w głowie swojej mamy… - mężczyzna westchnął głośno. – Proszę z nim dużo rozmawiać. To bardzo ważne. - Potaknął tylko, kiwając głową. Nie lubił, gdy ktoś uświadamiał mu własne błędy… - Teraz wróćmy do właściwej terapii. Czy nadal miewa pan te napady złego nastroju, o których ostatnio rozmawialiśmy.
- Coraz rzadziej… - odpowiedział cicho.
- To nie minie od razu. Ważne, że widać chociaż drobny progres.
- Czy ze mną jest coś nie w porządku? – zapytał w przypływie szczerości.
- Oczywiście, że nie, proszę pana. Żałoba to taki okres, który każdy przeżywa. Niektórzy bardziej intensywnie, inni mniej… ale nie można tego etapu pominąć. Zapewniam, że wszystko jest z panem w najlepszym porządku. Utrata najbliższej osoby… nic dziwnego, ze trudno to pojąć, zwłaszcza w przypadku ludzi tak młodych. – dodał mężczyzna. Pokiwał głową. Musi to przeżyć… nie dla siebie… ale dla nich… przed oczami stanął mu obraz dwójki młodych ludzi… kiedyś uśmiechniętych, teraz smutnych… w głowie słyszał nadal głos lekarza… ale nie rozróżniał poszczególnych słów. Cisza w jego umyśle przyćmiła wszystko… szara cisza…
…
There's nothing I wouldn't do to have just one more chance
To look into your eyes and see you looking back
Weszła cicho do sypialni. Wysoki brunet leżał na łóżku, oparty o zagłówek i czytał książkę. Podeszła do niego i usiadała na materacu… Nawet na nią nie spojrzał. Słyszała szelest przewracanych kartek.
- Powinniśmy porozmawiać. – powiedziała cicho.
- Nie mamy o czym. – powiedział szorstko.
- Chris… - zaczęła.
- Nie! Daj spokój. Może w ogóle mogłaś wyjechać i nic mi nie mówić, co? Trzeba było zadzwonić z lotniska, że zaraz wylatujesz. – powiedział ironicznie. – Przecież jestem tylko Twoim cholernym mężem. Nie muszę nic wiedzieć o Twoich planach.
- Nigdzie nie jadę. – powiedziała.
- Och… - westchnął i dopiero teraz spojrzał w jej oczy.
- Masz rację. Powinnam była Ci powiedzieć o tej propozycji. Po prostu… sama nie wiedziałam co o tym myśleć, a ty i tak miałeś swoje problemy w firmie. Chciałam wszystko uporządkować i dopiero wtedy porozmawiać. Wiesz, że nigdy nie podjęłabym tej decyzji bez Ciebie. A Markus nie powinien był nic dzisiaj mówić.
- Nie powinien. – mruknął. Dotknęła delikatnie dłonią jego ramienia… jego mięśnie nadal były spięte. Nerwy jeszcze go nie opuściły… widziała to również w zaciśniętej mocno szczęce.
- Przepraszam. Nic więcej nie mogę zrobić. – powiedziała, przytulając policzek do jego ramienia. Nie odsunął się… ale też nie dotknął. Nie przeczesał palcami jej włosów, jak to zawsze robił…
- Po prostu poczułem się dzisiaj jak ktoś kompletnie nic nieznaczący. Jakby wszyscy wiedzieli więcej, niż ja. Jestem twoim mężem, do cholery, powinienem był wiedzieć pierwszy! – powiedział, nadal wzburzony. Jego głos wibrował tłumionymi emocjami… i lekką chrypką, którą tak uwielbiała.
- Wiem. – powiedziała cicho, wydychając gorące powietrze wprost na jego skórę.
- Obiecaj mi, że to się więcej nie powtórzy. Obiecaj, że… że będę wiedział o wszystkim, co Ciebie dotyczy. Wolę usłyszeć najgorszą prawdę od Ciebie, niż od obcych.
- Obiecuję. – powiedziała, muskając ustami jego ramię. Przygarnął ją do siebie tak, że opadła głową na jego klatkę piersiową. Czuła tuż obok ucha bicie jego serca… jak zwalnia coraz bardziej, powoli wracając do normalnego rytmu… a potem pocałował jej czoło… odgarnął zbłąkane kosmyki ciemnych włosów z jej twarzy. – Kocham Cię… - w odpowiedzi pocałował jej usta… chwilę później w pokoju zgasło światło…


Póki co to...nic nie wiem... tajemniczo... z biegiem czasu się połapie... czekam na więcej 😍
OdpowiedzUsuńA ja byłam pewna, że po tym rozdziale, wszystko będzie oczywiste... ;P
UsuńMartuś trochę się już znamy. Gdybym tu była jako zwykły czytelnik, to z pewnością bym poczekała na ciąg dalszy, no bo co można napisać po pierwszym rozdziale. Tylko, że ja od pewnego czasu rozumuję jako osoba pisząca....i nie wierzę w zbiegi okoliczności. I kocham cię za to....mam w związku z tym tyle oczekiwań, że szok. Jestem w szoku jak córka może być podobna do matki. Te same myśli, te same emocje....Jestem zachwycona. To chyba będzie moja ulubiona postać. Staram się nie skupiać na Paddym.....ale jedno pytanie mam....Czy oni się spotkają? Bardzo się ciesze, że wróciłaś.
OdpowiedzUsuńTo tak... na początku dziękuję w ogóle za komentarz. Cieszę się, że podoba Ci się postać Ellie, bo ja też ją bardzo lubię... i zdecydowanie to wokół niej będzie toczyć się największa część akcji. Dalej... czy się spotkają? Wiesz, że nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, ale nie jest to wykluczone, bo ich dzieci spotkają się i poznają na pewno ;) Ja też się cieszę, że wróciłam, brakowało mi tej historii, no i Was wszystkich oczywiście! Jeszcze raz dziękuję i przesyłam buziaki :* :* :*
UsuńNa razie nie wiem co z czym ale na pewno im dslej w las tym jaśniej ��
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPierwsza nastolatka to córka Paddiego i zielonych tenczowek 😆 a i Dan ich syn ale że co zielonooka walnela w kalendarz? 😆😆😆 mam nadzieję że po tylu latach połączysz ich znowu 😍😍😍 czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością 😘😘😘😘
OdpowiedzUsuńWitam witam. Ja tam wiem, co z czym. Szkoda młodej kobiety. Jednak rak ją pokonał. Musiała długo na niego chorować. Lecę dalej, bo na razie, to nie wiem, co pisać .
OdpowiedzUsuń