Rozdział VI - Diane



Oh, I promise I didn't know 
He was your man
I would have noticed 
A gold wedding band…

- To ty… - warknęła blondynka, gdy tylko spojrzała na niego. Mógł się spodziewać takiej reakcji… chociaż liczył na to, że ta rozmowa obejdzie się bez świadków. Spojrzał na starszą kobietą siedzącą na biurko, ale ta zdawała się kompletnie nie zauważyć niezręcznej sytuacji pomiędzy dwojgiem swoich gości. 
- Dzień dobry. – przywitał się grzecznie… wyciągnął w stronę kobiety dłoń, ale ona tylko spojrzała na nią ze zniesmaczeniem, a potem odwróciła się i usiadła na fotelu obok. Westchnął cicho… no cóż…
- Diane, to jest Pan Kelly, jest ojcem Patricka. 
- Domyśliłam się… - powiedziała, uśmiechając się w taki specyficzny, lekko ironiczny sposób… jakby właśnie mówiła, że dokładnie po nim spodziewała się tego, że zawalił swój własny test z ojcostwa. Przełknął głośno ślinę… problemy syna w połączeniu z tą kobietę to jego najgorszy koszmar. Już wolałby stanąć oko w oko ze smokiem… niż z nią… i nie, żeby miał coś do kobiet z własnym zdaniem. Po prostu ona była… inna. Przy niej, nie potrafił być sobą… 
- Pani dyrektor. – Do gabinetu weszła sekretarka, niosąc w ręku telefon. – Dzwonią z kuratorium. To podobno bardzo ważne. – dodała, przytrzymując dłonią słuchawkę. 
- Przepraszam państwa, zaraz wrócę. – odpowiedziała kobieta, wstając ze swojego miejsca. Wzięła od sekretarki telefon i wyszła z nim do drugiego gabinetu… a on, jak bardzo nie podobało mu się spotkanie blondynki w ogóle, tak jeszcze bardziej było mu nie na rękę siedzenie z nią sam na sam… w małej przestrzeni… gdzie nie miał możliwości ucieczki… a jej mina i złośliwy uśmiech nie świadczył o żadnych dobrych zamiarach. 
- Co za miłe spotkanie… - powiedział spokojnie, uśmiechając się lekko do kobiety. 
- Miłe? – zapytała. – Chyba mamy odmienne zdanie na ten temat. 
- Wiem, że nie zachowałem się wtedy w porządku, ale to chyba nie powód, żeby tak mnie traktować, prawda? Zwłaszcza po tylu latach… – zapytał.
- Przecież ty tylko zapomniałeś wspomnieć, że masz żonę… i dzieci… to w ogóle nie jest żaden problem. Kurwa, Patrick! – warknęła na koniec.
- Nic się nie wydarzyło… - zaczął. 
- Może dla Ciebie to jest nic. – powiedziała.
- To było tylko kilka głupich pocałunków. Oboje nie byliśmy wtedy w najlepszym stanie. Ty właśnie zostałaś wdową, a moja żona leżała w szpitalu bez nadziei na powrót do zdrowia. Uznajmy, że to była… bo ja wiem? Terapia? – powiedział powoli. 
- Coraz bardziej ciekawi mnie Twój słownik. Pożyczysz mi go? – zapytała ironicznie.
- Diane, proszę… - zaczął, ale blondynka ponownie mu przerwała. 
- Z resztą, nieważne. Mam Ci jeszcze wiele rzeczy do powiedzenia. I to nie będzie nic miłego. – powiedziała. – Twój syn jest na jak najlepszej drodze do depresji, która w dobrej wersji skończy się leczeniem psychiatrycznym, a w złej… kolejnym pogrzebem w Twojej rodzinie!Czy ty masz chociaż świadomość, co się z nim dzieje? – podniosła głos. Nie odpowiedział… jej słowa uderzyły go niczym młot, pozbawiając zupełnie zdolności mówienia. – Już nawet nie chodzi o te bójki. To już jest skutek kompletnego zaniedbania obowiązków rodzicielskich. Czy ty w ogóle z nim rozmawiasz? – zapytała. 
- Ja… - zaczął.
- Tak właśnie myślałam. Jesteś kompletnie nieodpowiedzialny. Rozmowy z psychologiem to nie wszystko. – powiedziała z przekonaniem, a on aż skulił się pod naporem jej słów. – To ty musisz dać mu wsparcie… ale komu ja to mówię? – westchnęła głośno. 
- Może i masz rację… może i nie jestem najlepszym ojcem… ale nie rób ze mnie czarnej owcy. – powiedział, mocno poirytowany. Jego nos drgał od szybkich oddechów, a szczęka zacisnęła się tak mocno, że to aż bolało. 
- Mówię tak, bo może chociaż jedno słowo z tego wszystkiego do Ciebie dotrze! – warknęła. 
- I mówi to osoba, która urżnęła się do nieprzytomności…
- Nie wiesz, jak się wtedy czułam… - powiedziała spokojnie, ale jej głos zadrżał lekko, gdy wypowiadała ostatnie słowa. 
- Wiem… straciłem żonę. Wiem, jak się czułaś. – powiedział.
- Gówno wiesz! – warknęła. 
- Pani psycholog, a takie słownictwo? – zapytał ironicznie. 
- Wiesz co… wkurzasz mnie! 
- To witaj w klubie. Ty mnie też. – odpowiedział. Kobieta fuknęła głośno, a następnie ostentacyjnie odwróciła się w fotelu i przez kilka minut uparcie wpatrywała się w okno, unikając jego spojrzenia. – Ale ciekawi mnie jedno… - zaczął.
- Czyżby? – zapytała, ale nadal się nie odwróciła. 
Nie zdążył nic powiedzieć, bo do gabinetu ponownie weszła dyrektorka, uśmiechając się do obojga przepraszająco. Usiadła na swoim fotelu za biurkiem.
- To na czym skończyliśmy? – zapytała, ale żadne z nich nic nie odpowiedziało… nie wiedział, o czym myśli blondynka, ale jemu głowę przysłoniła jedna myśl… jedno wspomnienie, które po latach zapłonęło silniej, niż wtedy, gdy miało miejsce… pamiętał cichą, zimną noc… i wąskie uliczki… i jedną, na której zgasła jedyna latarnia….


- Boję się ciemności… - powiedziała cicho blondynka… z jej oczu nadal płynęły łzy, ale cudem udało mu się ją wyciągnąć z lokalu… była tak kompletnie pijana, że nawet chyba nie zorientowała się, że wyszli… dodatkowo alkohol powodował spadek odczuwania temperatury. Nic więc dziwnego, że tylko on trząsł się z zimna… Dopiero przepalona żarówka w latarni ulicznej spowodowała, że przytuliła się do niego mocno, wczepiając dłoń o długich paznokciach w jego kurtkę. 
- Nie jesteś sama. Nic Ci nie grozi. – powiedział spokojnie… czule, niemal jak do dziecko. Bo przecież właśnie tak się zachowywała… jak bezradne dziecko, które właśnie straciło najważniejszą osobę w życiu. 
- Gdzie idziemy? – zapytała.
- Do domu. – odpowiedział. 
- A gdzie to jest? – zapytała posępnie. Nie odpowiedział. Przytulił ją mocniej… zostało tylko kilka uliczek. Dzisiaj pozwoli jej się przespać u siebie, a rano odwiezie pod wskazany adres… dzisiaj nie było na to najmniejszych szans. Nawet nie była do końca pewna, jak się nazywa. Krok za krokiem powoli szedł, trzymając ją mocno przy sobie, aby nie przewróciła się na środku drogi… już i tak była w koszmarnym stanie. Nie chciał jeszcze mieć na sumieniu jej gorszych wypadków. Jeszcze tylko kawałek… pomyślał.
- Daleko jeszcze? – zapytała… był pewien, że czyta jego myśli.
- Tylko chwila. – odpowiedział. – Widzisz to światełko? – wskazał na małą latarnię świecącą w ogrodzie.
- Gdzie? -  zapytała, przybliżając twarz do jego szyi. Podniósł rękę i wskazał palcem odpowiedni kierunek. 
- Tam. To mój dom. – powiedział.
- Chcesz mnie zaciągnąć do łóżka? – zapytała. 
- Nie! – powiedział, wyraźnie zaskoczony kobiecym tokiem myślenia.
- Szkoda… - westchnęła, a następnie wtuliła twarz w jego kurtkę. Mocniej pociągnął ją za sobą. Zostało im tylko kilka kroków. Odetchnął z ulgą, gdy wreszcie stanął na ganku własnego domu. Blondynkę oparł o ścianę tuż przy drzwiach, a sam zaczął grzebać w kieszeniach w poszukiwaniu kluczy do domu. Zajęło mu to chwilę… a kolejną zajęło otwarcie drzwi. Nawet ta odrobina alkoholu, którą wypił lekko spowolniła ruchy jego nadgarstków. Gdy tylko jednak udało mu się otworzyć zamek, uchylił drzwi i powoli wprowadził blondynkę do środka. Zapalił małą lampkę, która dawała akurat tyle światła, aby wejść do korytarza i nie potknąć się o własne nogi . Ponownie oparł kobietę o ścianę, a następnie zdjął z jej ramion granatowy płaszcz. Następnie ściągnął własna kurtkę i oba okrycia powiesił na wieszaku. Objął ramieniem talię blondynki i poprowadził ją do salonu. Posadził ją na kanapie. Oparła się o poduszki, przymykając oczy.
- Wygodnie. – powiedziała chrapliwym głosem. 
- Zaraz wrócę. Zrobię herbatę. – powiedział. Gdy wrócił kilka minut później, blondynka leżała rozłożona na poduszkach, mrucząc coś cicho do siebie. – Śpisz? – zapytał, a ona automatycznie otworzyła oczy. 
- Nie… - ziewnęła. 
- Powinnaś się przespać. – odpowiedział, siadając obok niej. 
- Nie chcę! – powiedziała tonem naburmuszonego dziecka. Miał ochotę się zaśmiać… ale jej poważna mina skutecznie go od tego odwiodła. – Co jest? – zapytała, przesuwając dłonią po jego klatce piersiowej. – Nie podobam Ci się? To dlatego nie chcesz się ze mną przespać? – zapytała szczerze. 
- Jesteś pijana. – powiedział tylko.
- I co z tego? – podniosła głowę i nie czekając na jego reakcję, pocałowała mocno jego usta. Przez chwilę nic nie robił… czuł się jak zmrożony… jej usta były chłodne… oddech smakował drogim alkoholem. W tym połączeniu było jednocześnie coś zakazanego… i kuszącego… a może to alkohol w jego własnych żyłach kusił słodyczą. Po chwili zawahania odpowiedział na jej pocałunek. Przyciągnął ją mocniej do siebie, kładąc jedną dłoń na jej szyi, a drugą gdzieś w okolicy biodra… jej wargi były słodkie i gorzkie jednocześnie… kąsały i szczypały, by chwilę później delikatnie sunąć tuż przy jego własnych niczym skrzydełka motyla… a potem ponownie wpić się z całą siłą. Jej dłonie błądziły po jego ciele… szyja… plecy… włosy. Zacisnęła pięści na jego kosmykach tuż przy karku tak mocno, że aż syknął z bólu… ale dźwięk ten bardzo szybko utonął na jej języku, który czule przesuwał się po jego wargach, prosząc o wstęp… nawet nie wiedział, kiedy go udzielił… a potem urwał mu się film… ale jedno zapamiętał. Tylko jedna osoba potrafiła całować z taką pasją… osoba, która zniknęła z jego życia ponad 20 lat temu. 



You pick the time and the place
Don’t know how much this hurts… 


- Wiesz, że nie możemy jej powiedzieć? – zapytała blondynka, chowając się nieudolnie za rzędem szafek wraz z drobniejszą od niej brunetką. Dwie dziewczyny rozmawiały przyciszonym tonem, aby nikt ich nie usłyszał… dodatkowo blondynka, jako stojąca przodem do korytarza, wypatrywała czy nikt niepowołany akurat tędy nie przechodzi. 
- Wiem, że nie… jak ona się dowie… - zaczęła, a potem przygryzła wargę nie kończąc zdania. 
- Załamie się… wiem. – powiedziała blondynka.
- Kto się załamie? – zapytała, podchodząc do przyjaciółek. Pozostałe dziewczyny speszyły się wyraźnie, tracąc rezon… - Co jest? – zapytała, uśmiechając się wesoło.
- To nic ważnego. – odpowiedziała blondynka, która zdecydowanie szybciej, niż koleżanka odzyskała charakterystyczną pewność siebie. – Jak tam na próbie? – zapytała, zmieniając temat na ten znacznie ciekawszy… i zdecydowanie mniej drażliwy, niż poprzedni. 
- Nie mamy Romeo… - westchnęła.
- Jak to? Co z Markiem? – zapytała brunetka, wyraźnie zmartwiona. 
- Zrezygnował. – jęknęła.
- Żartujesz? – zapytała trzecia z dziewczyn. 
- Chciałabym. Powiedział, że ma teraz ważniejsze rzeczy… i że nie da rady. Na dodatek nadal nie mamy kogoś, kto zagra na wstępie… - powiedziała. – Normalnie koszmar…
- Faktycznie kiepsko. – potwierdziła blondynka. 
- I co teraz zrobicie? – zapytała brunetka.
- Sama nie wiem… miałam jeden pomysł, ale kompletnie nic z tego nie wyszło. – westchnęła, przypominając sobie rozmowę sprzed zaledwie kilku minut…  z pewnym chłopakiem, który był pierwszą i jednocześnie jedyną osobą, która przyszła jej na myśl…

 
While he was lying to you
Believing the words that he said
How could we be such fools…?


Usiadła na kanapie i oparła się ciężko o poduszki… naprzeciwko niej siedziała blondynka. Poznały się jakieś pięć może sześć lat temu, przez jej obecnego męża. Od razu przypadły sobie do gustu, chociaż odmienność charakterów całkowicie przeczyła możliwości przyjaźni pomiędzy dwoma takimi osobowościami. Blondynka była ogniem… ona była wodą. Przynajmniej obecna ona. Przez jej głowę przeleciało milion myśli i tysiące wspomnień, które doprowadziły do tego momentu, kiedy stała się to obecną sobą. Spokojną, wyważoną… czasami wręcz nudną… tylko z jedną, maleńką iskierkę ognia, który kiedyś z całą mocą płonął w jej żyłach. Blondynka była zgoła inna… historia jej życia wskazywała wręcz odwrotną drogę. Spokojna i grzeczna dziewczynka stała się pewną siebie i odrobinę szaloną kobietę, której nic nie było w stanie zatrzymać… a ona czasem jej tego zwyczajnie zazdrościła.   
- Czemu nic się nie odzywasz? – zapytała blondynka, a następnie upiła łyk ze swojego kieliszka, wypełnionego rubinowym płynem, który przyjemnym ciepłem rozlał się w jej gardle. 
- Ciężki dzień. – odpowiedziała, poruszając kieliszkiem… i tym samym wprawiając wino w wirujący ruch… płyn przesunął się po szklanych ściankach naczynia, na chwilę barwiąc je na blado-różowy kolor. Blondynka spojrzała na nią sceptycznie. 
- Co jest? – zapytała.
- Masz czasami takie dni, że dopada Cię przeszłość? – zapytała, przekładając kieliszek z jednej ręki do drugiej. Kobieta przez chwilę nie odpowiadała, bawiąc się szkłem… 
- Przeszłość nie dopada. – powiedziała. – To my sobie o niej czasami przypominamy. – odpowiedziała. 
- O niektórych rzeczach wolałabym sobie nie przypominać. – odpowiedziała ponuro, a blondynka zaśmiała się w odpowiedzi. – No co? – zapytała, odkładając kieliszek na stolik. 
- Nic. – odpowiedziała. 
- Ale się śmiejesz. 
- Bo słyszałam już tą kwestię tyle razy, że powinnam ją opublikować w jakimś poradniku… coś stylu „Jak nie myśleć”. – odpowiedziała wesołym tonem. – To normalne. Każdy z nas ma takie wspomnienia, do których wolałby nie wracać… ale one nas kształtują. Bez nich nie stalibyśmy w tym miejscu, gdzie jesteśmy. – dodała.
- Co masz na myśli? – zapytała.
- Gdybym na przykład kiedyś nie zdecydowała się na wyprowadzkę z domu, to mimo że początkowo było cholernie trudno, to teraz nie mieszkałabym tutaj… tylko nadal tkwiłabym w tej dziurze i zapewne pracowała w osiedlowym sklepiku, do którego lubiłam chodzić jako mała dziewczynka. – odpowiedziała.
- Czyli chcesz powiedzieć, że Richard mnie bił, żebym się rozwiodła i poznała Christiana? – zapytała.
- Może to brzmi tragicznie… ale tak. Każde wydarzenie, nawet to najbardziej nieprzyjemne ma swój skutek w teraźniejszości. Czasem lepszy, czasem gorszy… ale to jest element naszej osobowości. 
- Twoja teoria nie zakłada błędów? – zapytała.
- Błędem jest tylko stanie w miejscu, każda inna decyzja jest tylko pewnym wyborem, który prowadzi do takich, a nie innych konsekwencji. – odpowiedziała.  – Są niewłaściwe decyzje, ale nawet one nie są błędem. To lekcje. Tylko, że nie zawsze je odrabiamy. – zaśmiała się. 
- Ja swoje odrabiałam podwójnie. – westchnęła. 
- Co masz na myśli? – zapytała. 
- Mówi ci coś hasło „Karma wraca”? – zapytała. 
- Jasne. 
- Moje życie jest na to idealnym przykładem. Najpierw sama zniszczyłam człowieka… żeby potem poczuć, jak to jest samemu być zniszczoną. – odpowiedziała. Blondynka oparła głowę na dłoniach. Jej oczy wyrażały szok i odrobinę niedowierzania. – Pamiętasz, jak kiedyś opowiadałam Ci o moim pierwszym chłopaku.
- Pamiętam. Ale mówiłaś, że po prostu nie wyszło. 
- To nie była do końca prawda. – odpowiedziała.
- A jaka jest prawda? – zapytała, blondynka. 
- Uciekłam. I to w dzień, w który chciał mi się oświadczyć. Spanikowałam. – odpowiedziała. – On… on był muzykiem. To znaczy jest. Ale wtedy był… w sumie całkiem znany. Bałam się. Jakkolwiek idiotycznie to brzmi. 
- Czego się bałaś? – zapytała, blondynka.
- Czuję się jak na sesji u terapeuty. – blondynka uśmiechnęła się w odpowiedzi.  - W sumie sama nie wiem. Życia? Miałam wtedy niewiele ponad dwadzieścia lat. Bałam się trwałego związku… bałam się ciąży… bałam się, że nie poradzę sobie z tym, że jestem wiecznie sama w domu… bałam się, że… że kiedyś mu nie wystarczę. – dodała na koniec. – Wiem, że to głupie. 
- To prawda… ale też szczere. 
- W sumie chyba najbardziej bałam się sama siebie. – odpowiedziała. Skuliła się na sofie i upiła porządny łyk wina z kieliszka. – A teraz… boję się, że go znowu spotkam i on zapyta… o „wtedy”. I nie wiem, czy będę mu w stanie logicznie odpowiedzieć. To cholernie skomplikowane. – dodała na koniec. 
- A może właśnie powinnaś? Się spotkać? – zapytała blondynka, a następnie również upiła łyk czerwonego płynu.  A może powinnaś? Tylko, czy to w ogóle miało jeszcze jakikolwiek sens, oprócz rozdrapywania starych ran? To pytanie było zbyt skomplikowane… a ona wypiła o jeden kieliszek wina za dużo… 



But you're only cheating yourself
Choosing him over the truth…


Wyjął z szafki wszystkie potrzebne podręczniki… jak powiedział ojciec… fakt, że pozostawał zawieszony w prawach ucznia nie zwalniał go z obowiązku uczenia się i nadrabiana zaległości. Tak więc w dzień, kiedy zdecydowanie nie powinien pojawiać się w tej placówce, stał właśnie przed własną szafką, wyjmując z niej wszystkie podręczniki. Po kolei pakował je do plecaka, starając się nie wrzucać wszystkich na raz… miały jeszcze pracować z nim przez cały rok. Gdy ostatni podręcznik wylądował w szarym plecaku, zasunął zamek i zarzucił jedno ucho na swoje ramię. 
- Danny? – usłyszał swoje imię na końcu korytarza. Odwrócił się w stronę głosu… drobna brunetka szła w jego stronę, uśmiechając się niepewnie. Przygryzł lekko wargę, ale się nie odezwał… - Mam do Ciebie sprawę. Możemy pogadać? – zapytała. 
- Jasne… - powiedział. – Sorry za tamto…
- W porządku. Nic się nie stało. – odpowiedziała, uśmiechając się już odrobinę pewniej. 
- Zachowałem się jak… - zabrakło mu odpowiedniego słowa.
- Nieważne. Naprawdę. – dotknęła lekko dłonią jego ramienia. – I nie o tym chciałam z Tobą porozmawiać. – dodała.
- Nie? – zapytał, wyraźnie zaskoczony. Skoro nie chodziło o to, to o co? Przestąpił z jednej nogi na drugą. Spuścił wzrok na podłogę… a plecak osunął się z ramienia, niemal spadając na ziemie. 
- Nie wiem, czy wiesz… pewnie nie. W końcu jesteś pierwszakiem. – powiedziała. – W szkole mamy koło teatralne. 
- Coś mi się obiło o uszy. – odpowiedział powoli. 
- I chwilowo mamy problem. – powiedziała. – Mark… który grał główną rolę… zrezygnował. Może chciałabyś dołączyć? 
- Ja? – zapytał, szeroko otwierając oczy ze zdumienia. On? W kole teatralnym? On występujący na scenie? To brzmiało równie nieprawdopodobnie jak jego lot w kosmos. Był na to zdecydowanie zbyt mało pewny siebie, zbyt nieśmiały… i na dodatek musiałby być tam z nią… z dziewczyną która peszy go bardziej, niż wszystkie koleżanki z klasy razem wzięte. Nie było szans, żeby tam poszedł.
- No tak… tak sobie pomyślałam, że na pewno jeszcze nie zdążyłeś się zapisać do zbyt wielu kół… a poza tym, wydajesz się… być dobrym aktorem. – miał ochotę się zaśmiać. On i dobry aktor? Te słowa w życiu nie stały obok siebie. Był tak marnym aktorem, że nawet rolę drzewa byłby w stanie zepsuć. A co dopiero główną postać w przedstawienie…
- To nie jest najlepszy pomysł. – powiedział cicho.
- Pomyśl o tym. To fajna sprawa. No i zawsze dodatkowa dobra ocena na świadectwie. – powiedziała brunetka, uśmiechając się wesoło. Jej oczy błyszczały niczym gwiazdy…  
- Nie nadaję się do tego. Przykro mi. – odpowiedział.
- Przemyśl to jeszcze. Nie musisz podejmować decyzji już dzisiaj… chociaż nie ukrywam, że zależy nam na czasie… ale prześpij się z tym. Może zmienisz jeszcze zdanie. – powiedziała.
- To nie dla mnie. – powiedział już pewniej, wsuwając ucho plecaka dalej na ramię. 
- Jesteś pewny. – zapytała smutnym tonem.
- Tak… - odpowiedział.
- No trudno… - westchnęła dziewczyna, a następnie uśmiechnęła się smutno. – Ale pomyśl jeszcze o  tym… - dodała, a następnie uśmiechnęła się weselej i wyminęła go z gracją. – Do zobaczenia! – zawołała po chwili, odwracając się w jego stronę. 
- Do zobaczenia. – odpowiedział cicho, a następnie udał się w stronę wyjścia… nie wróci tu tak szybko… 

Komentarze

  1. Udział w przedstawieniu to byłby pierwszy krok do zamiany na pewno wyszlo by mu to na dobre, tatuś niech go podszkoli w sztuce uwodzenia i będzie,Romeo,jak się patrzy

    OdpowiedzUsuń
  2. Młody powinien zagrać na instrumencie na przedstawieniu. To umie . Na pewno dobrze by mu to zrobiło. Wprowadzasz dużo zamieszania ciągle pisząc blondynka, brunetka, jak te dziewczyny rozmawiamy ,to kompletnie nie wiem kto o kim i kto z kim. Czy nie można używać imion? ;) no i pytanie, czy to Megan słyszała w radio Padzika? No to jakim cudem? Skoro on zawiesił karierę. Megan wspomina przeszłość, to naturalne, każdy to robi. Każdy ma wspomnienia idobre o te mniej dobre. Czy koleżanka Meg,to Diana? haha. Jak to w filmach bywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie używanie imion jest celowe... właśnie o to chodzi, żeby zmylić i żeby niektórych rzeczy nie powiedzieć, wtedy jest ciekawiej, a ja mam większe pole do manewru ;P Poza tym, ta piosenka, owszem była w radiu... w końcu czasami nawet po latach słyszymy jakiś utwór i nie zawsze ten artysta akurat koncertuje ;) Na pozostałe pytania nie odpowiem, bo bym za dużo mogła powiedzieć, więc zdradzę tylko, że przyjaciółka Meg to była jej męża, a to się chyba rzadko zdarza, nawet w filmach :P Dzięki za komentarz :* I do zobaczenia... popisania w kolejnym rozdziale ;)

      Usuń
    2. Ooo! Aleś mnie zmylila ta przyjaciółka. Była męża. Buhaha. Jak w M jak miłość Asia i Agnieszka.

      Usuń
    3. Nie oglądam, więc się nie wypowiem ... ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty